Meaning of life – epidemic stimulated reflections

Daria na sens ┼╝ycia dwie Darie

[ Polska wersja znajduje si─Ö poni┼╝ej. ]

THE MEANING OF LIFE ÔÇô epidemics stimulated reflections.

I never write to you here, because I believe the strength of art lies in pictures, not in words.

But being stuck at home, not being able to dance or just go out to see other people, I find myself working intensely, obsessively, in order to finish all the designs, bring them to life, and in doing so I act just like other artists for centuries, when their life could or did come to an end.

And in this frantic attempt to complete… complete what… my artistic legacy… I just stumbled over the question of the meaning of life.

I am quite a down-to-earth, reasonable person; I own a more scientific, than literary or romantic mind. So, I tend to get my hands dirty and do things, rather than consider their cosmic relevance.

But when I am facing an immediate danger to my life, and the life of my dear ones, it is hard not to draw some conclusions. It’s hard not to wonder what this all was worth, all my efforts, everything, if I die just now, this month.

Many artists probably place the value of their life in their artistic creations, in adding to the general creative output of human civilisation. So, when they die, their works live on, which makes their life meaningful, preserved.

I am not one of those people.

I believe that creating art is just producing items. A painting, just like a hammer, or a house, is an item that will perish in time, even if it makes someone happy or stirs some whimsical emotions ÔÇô it is a mortal object.

For most people, the meaning of life is in raising their children – but I don’t have children.

So where is this sense of living?

Is it in romantic love, or looking after my partner?

Well, no, I believe it is not.

I was alone for many years of my life, and my life was not in any way less meaningful than now. Really, not one iota.

So, what is it that makes any sense of my life? What makes using the energy that I need to walk and work in any way meaningful or valuable?

Well, surprisingly to me, and probably to you as well – my sense of life is in the fact that I adopt rabbits.

Not that I have a bunch of them, no, I have one at a time. I take them from people who hurt them, or abandon them and turn their life into hell. I adopt adult rabbits that stopped entertaining their owners as toys, and became useless, stinky burdens.

I take them home, care for them, share my living space with them, cure them, calm their nerves, remove the stress, heal their mind. I create for them a peaceful asylum, without fear, respecting their needs and habits. And for the short time of their existence, I become their entire universe, the only one they will ever have.

For my rabbits, I am the ultimate God; I am the food provider, the carer, the companion of their castrated solitude, their trusted friend that they turn to in the moments of crisis, the bestower of tenderness and affection.

And finally, at the end of their life, when they are old and suffering, I become death.

**
Polski tekst jest t┼éumaczeniem angielskiego orygina┼éu. Je┼Ťli wasza kompetencja j─Özykowa pozwala na zrozumienie tekstu angielskiego, to t┼éumaczenia nie czytajcie.

SENS ┼╗YCIA ÔÇô przemy┼Ťlenia w trakcie epidemii

Nigdy tu do was nie pisz─Ö, poniewa┼╝ s─ůdz─Ö, ┼╝e si┼éa sztuki le┼╝y w obrazach, nie w s┼éowach.

Poniewa┼╝ zamkni─Öto mnie w domu, nie mog─Ö ani ta┼äczy─ç, ani nawet wyj┼Ť─ç na spotkanie z innymi lud┼║mi, pracuj─Ö intensywnie i bezustannie, obsesyjnie staraj─ůc si─Ö sko┼äczy─ç wszystkie rozpocz─Öte projekty i wprowadzi─ç je w ┼╝ycie.
My┼Ťl─Ö, ┼╝e w tym natarczywym dzia┼éaniu jestem podobna do wielu innych artyst├│w tworz─ůcych przez stulecia, do ca┼éych ich rzeszy, kt├│rzy czynili tak samo, my┼Ťl─ůc, ┼╝e ich ┼╝ycie mo┼╝e si─Ö nagle sko┼äczy─ç.

I w tej szalonej pr├│bie doko┼äczenia… doko┼äczenia… mojej artystycznej spu┼Ťcizny… stan─Ö┼éam przed pytaniem o sens ┼╝ycia.

Jestem logiczn─ů, rozs─ůdn─ů osob─ů; m├│j umys┼é okre┼Ťli┼éabym raczej jako ┼Ťcis┼éy, ni┼╝ humanistyczny czy romantyczny. Raczej bior─Ö si─Ö do roboty i robi─Ö r├│┼╝ne rzeczy, ni┼╝ dywaguj─Ö nad istot─ů sensu ich istnienia w skali kosmosu.

Kiedy jednak stoj─Ö w obliczu bezpo┼Ťredniego zagro┼╝enia dla mojego ┼╝ycia i ┼╝ycia moich bliskich, trudno nie pokusi─ç si─Ö o jakie┼Ť konkluzje. Trudno si─Ö nie zastanawia─ç, co to wszystko jest warte, wszystkie moje wysi┼éki, wszystko, co robi─Ö i robi┼éam, je┼Ťli umr─Ö teraz ÔÇö ju┼╝ w tym miesi─ůcu.

Domy┼Ťlam si─Ö, ┼╝e dla wielu artyst├│w sensem ┼╝ycia jest ich tw├│rczo┼Ť─ç, to ich wk┼éad w kreatywn─ů spu┼Ťcizn─Ö ludzko┼Ťci. A kiedy umieraj─ů, ich dzie┼éa ┼╝yj─ů dalej, co nadaje znaczenie ich ┼╝yciu i w pewnym sensie ich unie┼Ťmiertelnia.

Ale to nie ja, ja totalnie tego tak nie postrzegam.

Wierz─Ö, ┼╝e tworzenie sztuki to na dobr─ů spraw─Ö wytwarzanie przedmiot├│w. Obraz, podobnie jak m┼éotek lub dom, to przedmiot, kt├│ry z czasem zginie, nawet je┼Ťli sprawi komu┼Ť rado┼Ť─ç lub wzbudzi jakie┼Ť ulotne emocje ÔÇö jest to jednak przedmiot ┼Ťmiertelny.

Dla wi─Ökszo┼Ťci ludzi sensem ┼╝ycia jest wychowywanie dzieci ÔÇö ale ja nie mam dzieci.

Wi─Öc gdzie jest ten sens ┼╝ycia?

Mo┼╝e jest w romantycznej mi┼éo┼Ťci, w trosce o partnera, we wsp├│lnym prze┼╝ywaniu czasu?

Nie, przynajmniej nie dla mnie.

Przez wiele lat by┼éam samotna i wiem, ┼╝e moje ┼╝ycie nie by┼éo wtedy w ┼╝aden spos├│b mniej sensowne czy znacz─ůce, ni┼╝ jest teraz. Naprawd─Ö, nie by┼éo ani troch─Ö.

Co wi─Öc ma sens w moim ┼╝yciu? Co sprawia, ┼╝e zu┼╝ywanie energii, kt├│rej potrzebuj─Ö, aby chodzi─ç i pracowa─ç jest w jakikolwiek spos├│b znacz─ůce lub cenne?

Wynik moich przemy┼Ťle┼ä, b─Ödzie dla was pewnie r├│wnie zaskakuj─ůcy, jak by┼é dla mnie.

Ot├│┼╝, moim zdaniem, sensem mojego ┼╝ycia jest to, ┼╝e adoptuj─Ö kr├│liki.

Nie, nie mam ca┼éego stada tych kr├│lik├│w. Mam zawsze tylko jednego. Bior─Ö je od ludzi, kt├│rzy je porzucili lub skrzywdzili, tym samym zmieniaj─ůc ich ┼╝ycie w piek┼éo. Adoptuj─Ö doros┼ée kr├│liki, kt├│re dla ich poprzednich opiekun├│w przesta┼éy spe┼énia─ç swoj─ů rol─Ö zabawki, znudzi┼éy si─Ö i sta┼éy si─Ö bezu┼╝ytecznymi, ┼Ťmierdz─ůcymi balastami.

Wtedy ja zabieram je do mojego domu, gdzie dziel─Ö si─Ö z nimi moj─ů przestrzeni─ů; spokojnie i cierpliwie usypiam stres, wyciszam agresj─Ö, lecz─Ö ich cia┼éo i umys┼é. Tworz─Ö dla nich bezpieczny azyl bez strachu, gdzie respektowane s─ů ich potrzeby i zwyczaje. Przez kr├│tki czas ich istnienia, ja i m├│j dom stajemy si─Ö dla nich ca┼éym wszech┼Ťwiatem, jedynym wszech┼Ťwiatem, jaki kiedykolwiek b─Öd─ů mia┼éy.
Dla moich kr├│lik├│w ja jestem najwy┼╝szym Bogiem, jestem karmicielk─ů, opiekunk─ů i jedynym towarzyszem ich wykastrowanej samotno┼Ťci. Staj─Ö si─Ö zaufanym przyjacielem, do kt├│rego si─Ö zwracaj─ů w chwilach kryzysu i kt├│ry obdarza je czu┼éo┼Ťci─ů i trosk─ů.

I wreszcie, pod koniec ich ┼╝ycia, kiedy s─ů stare i cierpi─ůce, wtedy r├│wnie┼╝ ja staj─Ö si─Ö ich ┼Ťmierci─ů.